wtorek, 11 października 2016

GABRIEL GARCIA MARQUEZ

  Moja fascynacja Marquezem jak i samym pojęciem realizmu magicznego jest na tym blogu szczególnie uwidoczniona i ciężka do przeoczenia. Ostatnimi czasy miałam szczęście trafić na  autobiografię owego autora „ Życie jest opowieścią”.  Od tego momentu został oficjalnie wpisany na moją prywatną listę „Wzorców i inspiracji”. Snuta przez autora opowieść o niezwykłym i zadziwiającym życiu rozpoczyna się mottem :




„Moje życie jest tym,
co i jak z niego zapamiętuję,
żeby o nim opowiedzieć.


Marquez wprowadza czytelników w najżałośniejsze zakamarki  życia ukazują ciężką drogę, która  okazuję się niezwykle wyboista i nieprzewidywalna. Zawsze stroniłam od biografii, tym bardziej autobiografii gdyż uważałam, że książki te przesiąknięte są egoizmem i samo upodobaniem. Jednak po lekturze otworzyłam się na tego rodzaju dzieła.
  Marquez opisuję początki swojej pisarskiej przygody, a jednocześnie ukazuję kulisy radzenia sobie z własnymi słabościami, lękami. Poszczególne etapy jego życia są wyjątkowo interesujące, a każdy z nich wnosi coś szczególnego, pozwalającego zrozumieć co i w jaki sposób go ukształtowało. Fascynacja Marqueza realizmem magicznym wydaje się naturalną wręcz przyrośniętą do niego od urodzenia. Żyjąc w takiej rzeczywistości, będąc świadkiem tak nadzwyczajnych wydarzeń, człowiek zaczyna unosić w dziwnej przestrzeni ciężkiej do sklasyfikowania pod względem realności. Świat absurdu, burdeli z papugami, alkoholu i okrutnych aktów przemocy uzasadnionych zasadami honoru sam prosi się o opisanie.
  Jako zagorzała czytelniczka Marqueza muszę przyznać, że świadomość, iż większość obrazów, którymi żywiłam się czytając „Sto lat samotności”, „Miłość w czasach zarazy” czy „Kronikę zapowiedzianej śmierci” miały swój pierwowzór w rzeczywistości, była dla mnie olśniewająca.  Na marginesach mojego egzemplarza można dostrzec wiele zaznaczonych i podpisanych, konkretnym dziełem, fragmentów. Byłam tak zafascynowana odszukiwaniem owych inspiracji, iż zaczęłam wracać do utworów już przeczytanych, aby jeszcze raz zatracić się w tym nietuzinkowym świecie.  Tym razem z myślą, iż nie są to jedynie dziwne i pociągające kreację stworzone przez autora, a mają one swoje wzorce w realnych postaciach, które w owej autobiografii zostają przywołane.
  Niezwykle urzekła mnie również skromność Marqueza, który pisząc ten utwór był już znanym na całym świecie noblistom. Marquez skupia się na momentach trudnych oraz przełomowych. Od czasu do czasu wspomina o nagrodzie nobla czy swoim najpopularniejszym dziele „ Sto lat samotności”, lecz nie poświęca tym tematom zbyt dużo uwagi.  Są to głównie adnotację typu„ Nie wiedziałem, że za 13 lat odbiorę nagrodę nobla”. Autor nie opisuje swoich wielkich sukcesów czy procesu wydawania  książek, kiedy zyskał już międzynarodową sławę. Skupił się na początkach, jednocześnie motywując czytelników do stawiania na swoim, dążeniu do celu i nie poddawaniu się. Szczerze wzruszył mnie sposób, w jaki opisuje swoją żonę. Na kartach książki natykamy się na wiele imion kobiet, które w pewnym okresie były bliżej Marqueza. Opisywał je oraz ich wspólne spotkania bardzo często odnosząc się do najintymniejszych szczegółów. Jednak na ostatniej stronnicy przedstawia piękny i poruszający opis kobiety, którą obserwował przejeżdżając ulicą. Kobiety, którą dobrze znał i do której napisał następnie list. Nie opisuję listu, nie pisze również, że została jego małżonką.  Daje jedynie sygnał, iż jest to kobieta, którą traktuje inaczej i wobec, której budzą się w nim uczucia odmienne od tych towarzyszących mu ostatnimi laty. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz